sobota, 21 sierpnia 2010

You stick to your yoghurt I'll stick to my apple pie

Szalone hej!
Ogólnie to wszystkie zdjęcia z Londynu z, gdzieniegdzie, lakonicznymi opisami można zobaczyć tu, więc zapraszam serdecznie, bo obrabiałam je dwa dni :). No ale przejdźmy do sedna sprawy:
gdybym miała podliczyć osoby, które pytają się mnie co zrobiłam, że tyle schudłam (na dzień dzisiejszy 16kg, chcę jeszcze kilogram-dwa, choć moja mama gotowa jest mnie za to wywalić z domu, CO NAJMNIEJ), to nie starczyłoby mi na to wszystkich paluszków, które mam (= to zadanie zdecydowanie przerosłoby mnie matematycznie), zdecydowałam się więc o tym napisać tu, ze względów czysto praktycznych. Otóż:

Zawsze byłam dość okrągłym dzieckiem i to nie ze względu na geny (jak tłumaczy się połowa leniwych ludzi), a zły tryb odżywiania i ogólnie to, że jadłam jak chora mnóstwo białego pieczywa, makaronów, itd., doszło do tego że kiedy moje hormony zaczęły buzować (hihi), w szóstej klasie podstawówki zdałam sobie sprawę, że trzeba coś z tym zrobić. Schudłam ok 10kg, ograniczając spożycie napojów do wody, zamieniając białe pieczywo na to ciemnoziarniste i więcej się ruszając, no ale wiadomo, dzieci są raczej mało rozsądne i kiedy tylko zaczęłam normalnie jeść wszystko wróciło.
Pamiętam kiedy zdałam sobie znów sprawę, że ważę NAPRAWDĘ ZA DUŻO - podczas klasowego ważenia w pierwszej liceum. Zdecydowanie nie satysfakcjonowała mnie 6 w liczbie dziesiątek i DOŚĆ DUŻY numer w liczbie jedności, wtedy właśnie zaczęłam myśleć o dietetyku - nie mam silnej woli, a 70zł za wizytę raz na dwa tygodnie i samo poczucie, że jest ktoś kto nas kontroluje i zauważy każdą wpadkę jest NIESAMOWICIE motywujące. Po świętach Bożego Narodzenia poszłam więc na pierwszą wizytę. Pani dietetyk powiedziała mi niemal od razu, że choć moje BMI wskazuje na lekką nadwagę, to ona najchętniej by mnie nie przyjmowała, a bo dziewczynki w tym wieku, a bo blablablabla bzdury, no ale postawiłyśmy mi cel - 10kg. Dostałam jadłospis - 5 posiłków dziennie, 1400kcal, na pierwsze dwa tygodnie, potem było to 1200kcal oraz zbiór ogólnych przepisów:

1. Należy pić conajmniej 2l wody dziennie, inne dopuszczone napoje to herbaty (ale nie czerwona!), kawa bez cukru i ostatecznie napoje typu light
2. W przerwach między posiłkami można jeść bez ograniczeń warzywa takie jak: sałata, pomidory, brokuły,ogórek, kalafior, marchewka i pewnie coś jeszcze, ale już tego nie pamiętam :).
3. Jeśli mamy ochotę na owoc, a w jadłospisie napisane jest, że może być dowolny, to jemy wszystko OPRÓCZ bananów i winogron
4. Mięso powinno być pieczone bądź gotowane, nigdy smażone (ostatecznie bez tłuszczu na specjalnej patelni), wędlina powinna być drobiowa, mięso to natomiast drób bądź wołowina, wieprzowina zabroniona!
5. Codziennie zalecana jest łyżeczka otrębów popita dwiema szklankami wody (jeśli nie macie ochoty jeść suchych otrębów polecam błonnik w tabletkach :)).

Zasad pewnie było więcej, ale jak mówię, wszystko miało miejsce 1,5 roku temu, a moja pamięć nie jest już taka dobra :).


Pod kontrolą dietetyka schudłam 9kg, oczywiście nie zawsze trzymałam się diety - absurdalne były dla mnie np. zalecenia na okres świąteczny (zjedz tylko dwa kawałki ciasta,ale nie takie i takie), bo wiadomo przecież że w te klika dni NAPRAWDĘ trudno jest przytyć, jeśli choć trochę się rusza i nie je 6000kcal dziennie. Pożegnałam się z gabinetem przed wakacjami pewna, że szybko przytyję, ale wiecie co? Jeśli chudnie się tyle i jest się choć trochę rozsądnym, to ma się później niesamowitą motywację. NAJWAŻNIEJSZE JEST ZMIENIENIE TRYBU ŻYCIA I POGODZENIE SIĘ Z TYM, ŻE JUŻ DO JEGO KOŃCA TRZEBA BĘDZIE SIĘ PILNOWAĆ . No i w ten oto magiczny sposób udało mi się schudnąć jeszcze 7kg. Mój przeciętny jadłospis wygląda teraz tak:

Śniadanie

Coś co nie wymaga zbyt dużego gryzienia, bo nie mam na to siły = najczęściej jogurt z muesli i owocami (TAK WIEM ZE LACZENIE NABIALU Z OWOCAMI JEST NIEZDROWE, ALE JEST SMACZNE :)) albo owsianka instant (w ogóle, słodkie chwile i inne śniadaniowe rzeczy instant jem tak często, że miałam przez nie problemy ze skurczonym i zaklejonym żołądkiem, czy jakoś tak, jak to zdiagnozowała moja mama :p).

Drugie śniadanie
W tamtym roku szkolnym na drugie śniadanie jadłam najczęściej jogurt naturalny z muesli w małych torebkach, ale że porcja czegoś takiego to ok 400-500 kcal, w wakacje nauczyłam się jeść małe drugie śniadania - zazwyczaj to jabłko albo jakiś inny owoc, kisiel (są naprawdę niskokaloryczne!) albo mały jogurt.

Obiad
Na obiad jem dosłownie wszystko, ale moja rodzina zdrowo się odżywia (jemy wyłącznie białe mięso, wolimy ryż od ziemniaków), więc nie ma z tym problemów. Często jem też mega-tuczące potrawy w stlu spaghetti (ale w drobiowej wersji), zdarza mi się (z wyrzutami sumienia) zjeść pizzę, ogólnie nie pilnuję się w ogóle jeśli chodzi o sprawy obiadowe.

Podwieczorek
Wtedy spada mi glukoza i mam ochotę na coś słodkiego - najczęściej jem owoce, lody (wbrew pozorom są naprawdę niskokaloryczne, dwie gałki to tylko 100kcal!), lizaki albo budyń w proszku (187kcal, co też nie jest jakąś zawrotną liczbę).

Kolacja
To moja słabość - jem dużo i zazwyczaj bardzo ,,węglowodanowo" = ciemne bułki z jakimiś nabiałowymi produktami albo dżemem, zdarza mi się zjeść szynkę (ale tylko drobiową, absolutnie białą, bez żadnego tłuszczu, dodatków ani tej brązowej obwódki, FUJ), wiem że tak się nie powinno, ale :).

Codziennie jeżdżę przez 40 min na rowerze stacjonarnym (to akurat jeden odcinek jakiegoś serialu :)) + jeśli pogoda pozwala to również na zwykłym + czasem robię aerobikowe ćwiczenia na uda.


Oczywiście, zdarzają mi się dni totalnego obżarstwa -wyjazdy, SZCZEGÓLNIE DO WROCŁAWIA (BUZIAKI M.!), uroczystości czy po prostu ataki kompulsywnego obżerania się (nie, nie jestem bulimiczką, nie wymiotuję, kiedy jem pół opakowania lodów i zagryzam BUŁKĄ, bo mi smutno, ale zazwyczaj zwiększam wtedy ilość czasu poświęconego na ćwiczenia i jest ok :).


Z rozmiaru 40 zeszłam do rozmiaru 36 ( a ostatnio kupiłam sobie sukienkę 34! :D), pamiętajcie jednak, że jestem raczej niską osobą, więc jeśli wy dużo schudniecie, a ciuchy w mniejszych rozmiarach będą na was za małe, jest to być może wina waszego wzrostu, mam milion razy lepszą kondycję, 100 razy lepszą cerę (choć teraz, po pobycie w Londynie, znów jest okropna) i lekką obsesję na temat odżywiania. Oczywiście, nadal jestem jednym wielkim kompleksem, ale kto nim nie był w wieku 18 lat? :). Cieszę się z tego, że udało mi się pokonać własne słabości i mam nadzieję, że choć trochę Wam wszystkim pytającym się pomogłam - pamiętajcie - GŁODZENIE I DIETY-CUD TO NAPRAWDĘ NIE JEST SPOSÓB, nawet super zachwalana dieta wysokobiałkowa, choć faktycznie daje dobre efekty na długi czas, nie jest zbyt dobra dla zdrowia (nie wymyśliłam tego, powiedziała mi to mama, która jest nauczycielką biologii :)). Najważniejsze jest mocne postanowienie i wykształcenie w sobie dobrych nawyków żywieniowych. No i trochę ruchu!

Tymczasem, spadam pakować się do Krakowa :D. Buziaki!

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

dziękuję. : )

Anonimowy pisze...

a zdradzisz ile masz wzrostu?
Hmm, no i podziwiam za te 16 kg bo ode mnie nawet 5 kg nie chce się odczepić

Anonimowy pisze...

W sumie to wydaje się takie proste, ale sama z doświadczenia wiem, że nie ma nic gorszego niż odchudzanie! Miłego pobytu w Krakowie na tej akademii!

maa-k pisze...

Ja byłam na Dukanie przez jakieś 2 miesiące, efekty rzeczywiście były natychmiastowe i zachwycające, etc etc, ale tam się trzeba trzymać ABSOLUTNIE WSZYSTKICH zasad... i niestety, mój wakacyjny jadłospis już nie odpowiadał wysokobiałkowym wymysłom :P ale naprawdę, gratulacje, Twój przepis dietowy jest pozornie prosty, ale idealny.

Dag'marre pisze...

Mam pomiędzy 162 a 164 cm wzrostu, zależy od mierzącej mnie osoby, w dowodzie wpisałam ofc 164 :D