środa, 25 kwietnia 2012

The trend of the recession

        Dziś (dzięki magicznej funkcji planowania publikacji postów, która być może sprawi, że moje weekendy staną się bardziej produktywne i być może doprowadzi do tego, że zdacie sobie sprawę, że tak naprawdę studiuję dziennikarstwo, a nie samouwielbienie) trochę do poczytania. Trochę dużo. 



        Zeszły semestr na LCF koncentrował się głównie na stworzeniu trend feature – artykułu dotyczącego powracającego, lub zupełnie nowego trendu. By go szukać, nasi wykładowcy radzili nam (oprócz oczywiście obserwacji ulicy) użyć każdego społecznościowego portalu, jaki tylko znamy, rozpuszczać wici wśród znajomych, blablabla – no takie logiczne rzeczy. No i użyłam, bloga. Z tej okazji chciałam MEGA podziękować osobie, która podsunęła mi pomysł napisaniu o turbanach – choć na początku nie wydawał mi się zbyt ekscytujący, to po 10h szukania nowego trendu na Shoreditch, przemarźnięta do szpiku kości, postanowiłam postawić na turbany. No i udało się. Odezwij się do mnie, to pomyślimy nad nagrodą! Po zaakceptowaniu naszego trendu przez wykładowców, każdemu przydzielona została inna publikacja, pod której styl musiał się dopasować. Wśród morza Vogue’ów, i-D, LOVE czy Nylonów mi trafił się…The Independent. Codzienna gazeta czytana w 60% przez mężczyzn, w 80% przez osoby z wykształceniem wyższym. Nie mogłam więc napisać standardowego „ŁUHU, Z CZYM POŁĄCZYĆ TWÓJ SUPERTURBAN, ŻEBY WYGLĄDAĆ LEPIEJ NIŻ CARRIE W SEX AND THE CITY 2 (btw, najgorszy film jaki kiedykolwiek widziałam)”. Skupiłam się więc na, hm, analizie czemu pomimo miliona prób promowania turbanu przez Pradę czy Jasona Wu to teraz w mojej szkole widzę coraz więcej dziewczyn, które go noszą. Jak mi poszło? Patrząc na mój feedback, całkiem nieźle.

hm, ja. W turbanie. Bardzo trendy.


        Jeśli przebrnęliście przez taką ilość tekstu, z pewnością przebrniecie też przez to – tekst jest, co może być zaskakujące, bardzo skrócony (minimum na jakie musieliśmy napisać to 1200 słów). Luźno tłumaczone z angielskiego. Po oryginał razem z layoutem, który również musiałam stworzyć zapraszam do kontaktu mailowego. 

                                                                           RECESYJNY TREND

                   Szalenie podrygujące do rytmu bezwstydnego Charlestona kolana to pierwsza rzecz, którą można zauważyć, gdy przygląda się jej podczas tańca – nic zaskakującego, kiedy weźmiemy pod uwagę to, że jej luźna sukienka bez rękawów z obniżoną talią po prostu wokół niej wiruje, pokazując szerszej publice nie tylko szokująco rozległą część jej prawie nagich nóg, ale i podwiązki przytrzymujące prześwitujące pończochy. Długi sznur białych pereł to jej jedyna biżuteria, sukienka jest w końcu wystarczająco zdobna, a jedwabny turban w kolorze głębokiej czerwieni zastępuje jej codzienne nakrycie głowy, które nosi by podkreślić najmodniejszą fryzurę tamtych czasów (krótką i perfekcyjnie wymodelowaną) – kapelusz w kształcie dzwonu. Jest flapperką – palącą, głosującą, słuchającą jazzu i prowadzącą swój własny automobil, wyzwoloną dziewczyną. Styl życia, na który się zdecydowała to reakcja na czasy, w których przyszło jej żyć, gdy świat cały czas leczy swoje rany po Pierwszej Wojnie, a każdy w głębi duszy chowa przerażającą myśl, że wszystko, tak pieczołowicie odbudowane, może w każdej chwili runąć w gruzach. Tak się też dzieje, wraz z Wielkim Krachem na Wall Street, który sprawia, że rok 1929 przynosi zindustrializowanemu, zachodniemu społeczeństwu nic prócz głodu i biedy. Flapperka nie może sobie pozwolić na to, by żyć tak jak żyła dotychczas, jest jednak coś, co pozostaje nie tylko przy niej, ale też całym, zainteresowanym modą, świecie – turban, malutka doza orientalnego luksusu w trudnych czasach, który trwa w modzie jeszcze przez następne dwie dekady, po czym co jakiś czas wraca znów w jej łaski.



PRADA S/S 2007
        Czy nie brzmi to znajomo? Czasy, w których żyjemy (z łatwością określić je można jako niepewne) wołają o to, by odkryć nową drogę do przeżywania niezwykłej przyjemności osiągalnej tylko poprzez nagrodzenie samego siebie małą dawką luksusu. Każdy już wie, że rosnące figury sprzedaży drogich pomadek i krachy na światowych giełdach to nie zbieg okoliczności – potwierdza to więc tezę, że rozwiązaniem może być skoncentrowanie się na małych, ale zauważalnych rzeczach, a nie wielkich gestach. I może to właśnie dlatego, pomimo wcześniejszych prób Miucci Prady czy Jasona Wu, turban stał się nie tylko ekstrawaganckim akcesorium fashionistek czy zapalonych miłośniczek retro (czy, posuwając się do popkulturowych skojarzeń, miłośników Carrie Bradshaw z „Seksu w Wielkim Mieście”– druga część filmu, której akcja toczy się na Środkowym Wschodzie dała jej bowiem trochę okazji na turbanowe stylizacje), ale też ozdobą głów tysięcy kobiet akurat w roku 2012. Na jego rosnącą popularność są już dowody - każdego tygodnia managerowie londyńskiego oddziału Beyond Retro, międzynarodowej sieci sklepów z Amerykańską modą vintage, prosić muszą swoich dostawców o kolejną partię ciemnozielonych i rubinowych turbanów („wydaje się, że to kolory z największą klasą”), a Brytyjski gigant w zakresie detalicznego handlu odzieżą, ASOS, decyduje się na wprowadzanie do swojej oferty coraz większej ilości modeli tego nakrycia głowy. 

         Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że marna jakość materiałów to coraz częściej problem nie tylko sieciówek, ale i marek powszechnie postrzeganych jako luksusowe, ludzie skłaniają się do kupowania akcesoriów nie tylko z łatwością łączonych z bogactwem i klasą, ale jednocześnie posiadających unikalnego i ulotnego ducha dobrych czasów. Być może dlatego trubanowi udaje się zyskiwać rosnącą popularność – to nie tylko kropla mocnego koloru na ustach czy małe świecidełko błyszczące na palcu, ale i modowy i kulturowy symbol posiadający własną historię, zarówno jako ulubione nakrycie głowy Flapperek z lat dwudziestych, Diw ery złotego Hollywood czy pierwszej superpopularnej chudziutkiej modelki Twiggy, jak i będący kawałkiem tkaniny noszonym codziennie przez mieszkańców Środkowego Wschodu czy południowej części Afryki. Nie można zapomnieć też o jego orientalnych korzeniach i łączącą się z nim romantyczną, zmysłową, ale i tajemniczą atmosferą Baśni Tysiąca i Jednej Nocy.

Jean Harlow, 1931
Zwracając uwagę na fakt, że turban nie jest jednocześnie zbyt orientalny czy ekstrawagancki (bycie częścią brytyjskiego, multikulturowego społeczeństwa uczyniło wielu ludzi wręcz przyzwyczajonymi do widoku osoby noszącej nawet najbardziej oryginalny turban), do niczego nie pasuje tak dobrze jak do małej, czarnej sukienki, a swoją obecnością może dodać charakteru zwykłemu połączeniu jeansów z białym t-shirtem, uświadomić sobie można, że turban to ten rodzaj trendu, który po prostu nie może się nie rozprzestrzenić. Nieważne czy ma go na sobie studentka artystycznego kierunku wynajmująca pokój z koleżanką gdzieś na Shoreditch czy manager banku ulokowanego gdzieś w City – z turbanem na głowie obie mogą wyglądać tak uwodzicielsko jak Greta Garbo czy, szukając współczesnych przykładów, współpracująca z wielkimi domami mody stylistka Catherine Baba. Jedyną kwestią, która rzucać może cień na turbanowy trend jest pytanie, czy skoro stał się on nakryciem głowy, które kupić możemy w Topshopie tuż za rogiem, nadal uda mu się zachować wiążący się z nim czar i indywidualny styl, który nadaje on każdej dumnie noszącej turban kobiecie? Pozwólmy by czas przyniósł nam odpowiedź na to pytanie, a w międzyczasie – z radością obserwujmy kolorową paradę turbanów na londyńskich ulicach!

Brick Lane, Styczeń 2012
Liverpool Street, Styczeń 2012

John Prince's Street, Styczeń 2012

6 komentarzy:

Rykoszetka pisze...

Bardzo podoba mi się ten Twój artykuł :)

Lenny Lemonade pisze...

O, Rykoszetka :)
Mi tez, mi też!
Więcej takich nawet by bylo fajnie widywać na blogach.
Zachęcił mnie do spojrzenia wstecz na inne posty i stwierdziłam jednoznacznie, bardzo mi się tu podoba, obserwuję.
Super Ci w kołnierzykach i tym wianku w stylu LDR!

Anonimowy pisze...

tekst jest naprawdę świetny!

Myga pisze...

bardzo dobry tekst.

agata pisze...

Mega, jestem pod wrażeniem! Chętnie przeczytałabym wersję oryginalną.

Jenny Dress pisze...

Uwielbiam turbany:-) Następny mój post będzie min o turbanie:-) Fajny blog i ciekawy artykuł:-) Obserwuję:-)